Relacja z Mistrzostw Świata Juniorów w Sudoku
09.08.2015Piotr Gdowski opisuje przebieg zawodów oraz swoje wrażenia.
W Pekinie wylądowaliśmy chwilę po godzinie 12 czasu lokalnego. Niemal od razu znaleźliśmy organizatorów i telewizję czekającą na nas w hali przylotów. Nie obyło się bez pierwszego wywiadu, złożonego głównie z odniesień do podróży i oczekiwań wobec mistrzostw. Następnie przewieziono nas do hotelu po drugiej stronie miasta. Po kolacji udaliśmy się na ceremonię oficjalnego otwarcia mistrzostw. Wydarzenie to zostało urozmaicone występami akrobatów oraz muzyką tradycyjnego chińskiego zespołu. Potem nastąpiła sesja pytań i odpowiedzi odnośnie typów zadań i ogólnej organizacji zawodów. Tak zakończył się dzień pierwszy w Pekinie.
Rankiem dnia drugiego zorganizowane zostało zwiedzanie terenu pozostałego po expo oraz pawilonu, w którym Chiny miały swoją wystawę. Po południu rozpoczęła się rywalizacja drużynowa, złożona z trzech rund. Moja drużyna złożona była z młodzieży z Singapuru, Indii i Tajlandii. W pierwszej rundzie mieliśmy do rozwiązania 6 "wędrujących" klasyków, tj. co minutę zamienialiśmy się diagramami. Z 30 minut przeznaczonych na rundę potrzebne nam było tylko 19. W następnej rundzie do rozwiązania było 6 odmian sudoku również w pół godziny. Z powodu licznych błędów po drodze, pewne mieliśmy tylko 4 diagramy. Jako ostatnią rundzie tego dnia organizatorzy przygotowali 3 zadania, każde z nich nieznanego typu, do rozwiązania za pomocą guzików z cyferkami. Zaoszczędziliśmy tylko minutę, a całość zakończyliśmy na drugim miejscu, pokonując drużyny z Rosji i Filipin i ulegając nieznacznie Chinom. Wieczorem na spotkaniu dowiedzieliśmy się, jak będzie przebiegać zaplanowane na następny dzień bicie rekordu Guinessa w rozwiązywaniu największego sudoku.
W sobotę rano, trzeciego dnia mistrzostw, rozpoczęła się najbardziej wyczekiwana część zawodów - rundy indywidualne. Mieliśmy świadomość, że o podium będzie ciężko, jednak plan pozostawał niezmienny - skończyć każdą rundę przed czasem. A rund było cztery, każda po 40 minut i 100 punktów do zdobycia. W pierwszej dostaliśmy 10 klasyków - plan został wykonany, oddałem na 8 minut przed końcem, bodaj jako czwarty. W drugiej rundzie pojawiło się 15 popularnych wariantów, tyle tylko że w wersji 6x6. Przez to z góry nastawiałem się na szybki koniec po 20-30 minutach. Powrót na ziemię nastąpił dość prędko, już po 14 minutach, gdy miałem dopiero dwa najtrudniejsze zadania. Ostatecznie uratowałem 2 minuty, a rundę skończyłem jako drugi. W trzeciej rundzie było 8 wariantów już właściwej wielkości. Skończyłem na trzy minuty przed czasem, niemal równo z Singapurczykiem. Po trzech rundach przyszedł czas na lunch i wyniki. Lunch się pojawił, natomiast wyników niestety nie otrzymaliśmy, przez co trudno było stwierdzić, które w tej chwili miałem miejsce, choć podświadomie czułem pierwszą czwórkę. Czwarta, ostatnia runda była podobna do trzeciej, przy czym warianty i diagramy były nieco trudniejsze. Z tego powodu zabrakło mi 2-3 minut na dokończenie ostatniego diagramu.
Po godzinnej przerwie nastąpiły przygotowania do bicia rekordu. Zebrano 200 osób (tyle ile części miał rozwiązywany diagram) wewnątrz studia mieszczącego się obok hotelu i usadzono w rzędach. Telewizja rozpoczęła pierwsze próby nagłośnieniowe, a nas poinstruowano, co i jak krok po kroku będzie się działo. Wkrótce wszystko się rozpoczęło, a my dostaliśmy diagramy do rozwiązania. Po rozwiązaniu każdy podchodził do specjalnej tablicy z rozwiązanym zadaniem i odkrywał swoją część, by sprawdzić poprawność swojego rozwiązania. Całość zajęła koło godziny, później miało nastąpić zakończenie imprezy. Wciąż nie znałem swoich rezultatów, jednak gdy podszedł do mnie jeden z organizatorów z zapytaniem jak się czyta moje imię i nazwisko, upewniłem się, że jestem w pierwszej trójce. Nie byłem zadowolony z rezultatu, gdyż w drugiej rundzie straciłem 13 punktów za jedno zadanie, gdzie instrukcja do niego była inna niż powinna. I choć było to wspomniane na sesji pytań i odpowiedzi, poszedłem powalczyć, z nadzieją, że coś wskóram. Niestety bezskutecznie, a mnie pozostało zadowolić się trzecim miejscem, które też jest sukcesem, biorąc pod uwagę różnice punktowe w czołówce. Zgodnie z przewidywaniami gros nagród zgarnęli Chińczycy, szczególnie 11-latek wygrywający kategorię U15 wzbudził duże zdziwienie. Zdziwieniem nie był jednak fakt, że prezenterzy nie byli w stanie powtórzyć mojego nazwiska, przez co zostałem wywołany jako "Peter from Poland".
Po wszystkim została już tylko kolacja i śniadanie dnia następnego. Następnie przenieśliśmy się do hotelu w centrum Pekinu na trzy dni, w ciągu których odwiedziliśmy najważniejsze atrakcje tego miasta oraz pojechaliśmy zobaczyć mur chiński. Powrót w środę samolotem, przez Berlin, by w Warszawie wylądować szczęśliwie jeszcze tego samego dnia.




